Fotogramy są usytuowane w gruncie rzeczy opozycyjnie do tych wytworów, które zwykliśmy nazywać fotografiami. Nie są one odwzorowaniem jakichkolwiek fragmentów realnie istniejącej rzeczywistości. Jeśli suponują jakieś związki z rzeczywistością, to chodzi tu co najwyżej o rzeczywistość istniejącą tylko potencjalnie. Ta supozycja jest odwrotnością porządku zwykłego - najpierw pojawia się (niejako z nicości) obraz, a dopiero później możliwość powstania wyobrażenia sytuacji modelowej. A gdyby nawet przyjąć, że mikroskopijne ślady materii obecne na kliszy są tą poszukiwaną rzeczywistością modelową, to i tak obraz jest ich absolutnym przeciwieństwem. W obrazie bowiem najbardziej przekonywującą realność osiągają te partie, które są odpowiednikami nicości: szczelin, uskoków, dziur i pęknięć.

Do odkrycia tej
metody powoływania obrazu doszło przypadkiem. W mojej chałupie w Beskidach nie
ma światła elektrycznego. Kiedyś wieczorem stłukło mi się szkiełko od lampy
naftowej. Tknięty jakimś przeczuciem, kawałeczek tego szkiełka zamoczyłem w
wodzie, następnie przeniosłem nad płomień lampy. W wyniku zderzenia żywiołów: płomienia i wody, która
pozostała na szkiełku, doszło do błyskawicznej burzy, zaczęło coś się dziać,
coś żyć, poruszać się, przemieszczać... Zwróciło to moją uwagę i powtórzyłem to
doświadczenie na płaskim szkiełku. Spróbowałem to, co na szkiełku powstało,
powiększyć wielokrotnie i utrwalić na papierze światłoczułym. Dostrzegłem
niezwykle interesującą strukturę, która daje się dostrzec w pełni właśnie przy
wielokrotnym powiększeniu.
W stosunku do
moich poprzednich doświadczeń, tutaj swoją rolę ograniczyłem do minimum.
Sprowadzała się do tego, że byłem tym, kto uruchamia proces, stwarza warunki, w
których może on się odbywać. Postanowiłem zostawić absolutnie wolną rękę
naturze, aby robiła to, co uważa za właściwe, sądzę bowiem, że natura może stwarzać tylko rzeczy dobre. I
potrafi to robić lepiej niż ja.
Okazało się, że zderzenie dwóch żywiołów
prowadzi do napięć powierzchniowych i przekształceń tektonicznych warstewki
kopcia w struktury o niezwykle wyrafinowanej inwencji.
Jednostkowe doświadczenie tego rodzaju
polega na sprowokowaniu procesu, zapewnieniu mu optymalnych warunków przebiegu
oraz dokumentacji wyników.
To, co się dzieje w czasie kilku
sekund tego procesu, może być percypowane przez podmiot organizujący proces
tylko w najogólniejszych zarysach, zarówno ze względu na tempo następujących po
sobie zmian, jak i prawie niedostępne
dla ludzkiego oka rozmiary powstających form. Trudności potęguje jeszcze
odwrócona, negatywowa postać kopciogramu i absolutna niemożność wyobrażenia
sobie rzeczywistości, jaką on zapowiada. Jest to bowiem rzeczywistość jeszcze
nie objawiona, istniejąca tylko w zalążku, obecna tylko potencjalnie.
Aby więc kopciogram ujawnił swoją
realną zawartość, musi zmienić swój status, spełniając dwa podstawowe warunki:
1) przyjąć postać pozytywową,
2) zmienić skalę - ze skali mikro
na skalę makro.
Spełnienie drugiego warunku
umożliwiają nieskończenie małe molekuły kopcia, dostrzegalne dopiero przy
kilkudziesięciokrotnym powiększeniu. Ale i wtedy partie obrazu, spowite mgiełką
subtelnego sfumato, świadczą o tym, że
jeszcze nie cała zawartość
informacyjna obrazu została ujawniona. W ten sposób z jednej kliszy można
wydobywać różne rezultaty artystyczne.
Można przypuszczać, że w tym
pozornie niezależnym procesie uczestniczą siły psychiczne. W sytuacji, gdy opór
materii jest minimalny, w sztucznie stworzonej fizycznej mikroskali, wpływ sił
psychicznych może objawić się w widoczny, materialny sposób.
Fizyczna strona naturalnego
procesu, przynależna formalnie do makrokosmosu, zostaje tak zminimalizowana, że
świat wewnętrzny człowieka uczestniczącego w tym procesie uzyskuje pozycję
uprzywilejowaną: może niewielką siłą własnych oddziaływań skutecznie wpływać na
przebieg i rezultaty procesu.
Hipoteza ta opiera się na
kilkunastoletniej wnikliwej obserwacji, a jej słuszność zdają się potwierdzać
następujące fakty:
1) Nieskończona rozmaitość
wyników procesów przebiegających w identycznych albo bardzo podobnych
warunkach.
2) Wyniki artystyczne tych
procesów w decydującym stopniu zależą od
kondycji psychofizycznej osoby w nich uczestniczącej.
3) Kopciogramy mają zdolność
„samoprogramowania”: tworzenia parametrów perspektywicznych obrazu i spójności
jego konstrukcji przestrzennej w relacji negatyw-pozytyw, a zarazem utrzymania
stałej orientacji przestrzennej obrazu względem autora i przyszłego odbiorcy.
Charakterystyczne jest na
przykład to, że w całej dotychczasowej praktyce kopciogramowej nie było ani
jednego przypadku, aby pojawiała się potrzeba odwrócenia obrazu na osi góra-dół
albo strona lewa-strona prawa, jak to się czasem zdarza przy wyświetlaniu
przeźroczy i niekiedy bywa korzystne w malarstwie abstrakcyjnym.
Udział materii w całym procesie
jest tak znikomy, że można mówić o materializowaniu się tego, co wewnętrzne.
Jerzy Wroński